Trudne i nieprzewidziane sytuacje na drodze, od poważnych wypadków po drobne awarie, to codzienność kierowców i nasza. Tylko w 2025 r. PZU obsłużył ponad 460 tys. szkód komunikacyjnych z tytułu odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych oraz autocasco, czyli średnio niemal 1300 zdarzeń dziennie. Kwota odszkodowań wypłaconych przez ubezpieczyciela przekroczyła 5 mld zł. Brak ubezpieczenia samochodu to konieczność zapłaty z własnej kieszeni zarówno za szkody wyrządzone innym, jak i naprawę własnego pojazdu. Te koszty mogą być zawrotne. Warto o tym pomyśleć przed zbliżającym się Międzynarodowym Dniem Ubezpieczenia Samochodu, który co roku obchodzony jest 1 lutego.
Polisa jak poduszka bezpieczeństwa
Posiadanie OC dla pojazdu mechanicznego jest w Polsce obowiązkowe. Niezależnie od kar nakładanych przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny za przerwy w ciągłości OC, trzeba pamiętać o tym ubezpieczeniu przede wszystkim dlatego, że to realna tarcza dająca bezpieczeństwo finansowe.
W minionym roku jeden z klientów PZU, właściciel opla corsy, który za OC zapłacił składkę w wysokości 463 zł, na łuku drogi zjechał na prawy pas i uderzył w lamborghini. Wypłata z jego polisy dla poszkodowanego wyniosła ponad 660 tys. zł. Inna klientka ubezpieczyciela, właścicielka toyoty yaris z OC za 634 zł, zjechała na przeciwległy pas i uderzyła czołowo w bentleya continentala. Odszkodowanie wyniosło ponad 560 tys. zł. Choć to przykłady skrajne, to uświadamiają, że moment dekoncentracji i błąd na drodze mogłyby prowadzić do fatalnych konsekwencji, rzutujących na domowy budżet czy wręcz całe życie - gdyby nie posiadane ubezpieczenie.
Z danych PZU wynika, że w ubiegłym roku najczęstszymi przyczynami szkód z OC komunikacyjnego klientów zakładu były kolizje w ruchu ulicznym (kolizja – gdy szkoda dotyczy tylko mienia), które stanowiły 58 proc. obsłużonych spraw, uszkodzenia innego pojazdu podczas parkowania – 23 proc., wypadki pojazdów uczestniczących w ruchu (wypadek - gdy poszkodowana została co najmniej jedna osoba) – 9,5 proc. Jeśli sprawca szkody nie ma ważnego OC, to odszkodowanie poszkodowanym wypłaca UFG, ale potem występuje do sprawcy z regresem. Jeśli mamy polisę, pieniądze wypłaci poszkodowanym ubezpieczyciel – OC ma wysokie sumy gwarancyjne, określone przepisami prawa (do 5,21 mln euro za szkody osobowe i do 1,05 mln euro za szkody w mieniu na jedno zdarzenie). I to za relatywnie niewielką cenę, bo składki OC komunikacyjnego są w Polsce dużo niższe niż na Zachodzie i jeśli rosną, to znacznie wolniej niż koszty szkód. Z danych KNF wynika, że na polskim rynku średnia składka OC po trzech kwartałach ub.r. wyniosła 547 zł, tymczasem średnia wartość szkody 12 407 zł. Pamiętajmy też, że jeśli w wypadku poszkodowany doznaje obrażeń, koszty wykraczają znacznie poza naprawę jego pojazdu – w grę mogą wchodzić m.in. wydatki na leczenie, rehabilitację.
OC chroni innych, autocasco ciebie
Obowiązkowe OC pokrywa koszty szkód, które wyrządziliśmy innym uczestnikom ruchu drogowego. Jeśli w stłuczce ucierpi także nasz samochód albo przydarzy mu się awaria, zostaniemy z kosztami naprawy sami – jeśli nie zainwestujemy w dobre ubezpieczenie autocasco o szerokim zakresie ochrony i sprawnie obsługiwane. Wystarczy spojrzeć, z jakich powodów PZU w ubiegłym roku wypłacał odszkodowania z polis AC. W 28 proc. spraw były to uszkodzenia aut po zderzeniach z innymi przedmiotami niż pojazdy (np. uderzenia w barierki), w 19 proc. uszkodzenia podczas manewrowania na parkingach lub w garażach, w blisko 18 proc. szkody po kolizjach w ruchu drogowym, w prawie 16 proc. stłuczenia szyb, w ponad 7 proc. wypadki ze zwierzętami, tylko 0,5 proc. stanowiły przypadki kradzieży samochodu. Do tego dziesiątki różnych typów drobnych zdarzeń – od zarysowanego lakieru czy przebitych opon po uszkodzenia karoserii od gradu czy zalanie auta podczas powodzi.
- Tylko co czwarty kierowca w Polsce ma ubezpieczenie autocasco. Pozostali w razie szkody dotyczącej ich pojazdu płacą za naprawę z własnej kieszeni. Podejmują duże ryzyko, bo w ciągu roku średnio co dziesiąte auto ma jakieś zdarzenie, które objęłaby swoim zakresem polisa AC, gdyby ją mieli – wskazuje Tomasz Tarkowski, członek zarządu PZU.
Największy polski ubezpieczyciel w 2025 r. obsłużył prawie 212 tys. szkód z komunikacyjnego OC i blisko 250 tys. z AC. Także wartość wypłaconych przez PZU odszkodowań była wyższa w przypadku autocasco – niemal 2,8 mld zł wobec 2,2 mld zł z OC.
– Część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo wzrosły koszty części zamiennych, robocizny w warsztatach. Kwoty, które kojarzą się im ze szkodą całkowitą, dziś w rzeczywistości odpowiadają na przykład kosztowi typowej naprawy po uszkodzeniu zderzaka, błotnika i reflektora. Dlatego tak ważne jest, żeby zadbać w sposób kompleksowy o swoje bezpieczeństwo finansowe i komfort w trudnych, nieprzewidzianych sytuacjach, nie poprzestając na minimum w postaci obowiązkowego OC, ale wybierając też jakościowe ubezpieczenie AC oraz assistance – podkreśla Tomasz Tarkowski.
Święty spokój w pakiecie
Poza OC i AC, warto też pomyśleć o assistance. Ubezpieczenie tego rodzaju obejmuje różne usługi zapewniające nam „fizyczną” pomoc w razie wypadku, awarii, rozładowania akumulatora, przebicia opony czy zgubienia kluczyków. To ważne wsparcie w mocno stresującej dla każdego kierowcy chwili, gdy okazuje się, że w wyniku nieoczekiwanego zdarzenia dalsza jazda jest utrudniona albo niemożliwa.
W ubiegłym roku PZU zapewnił klientom blisko 300 tys. różnych usług w ramach assistance, przeciętnie ok. 820 dziennie. Po zgłoszeniach od kierowców posiadających to ubezpieczenie, PZU każdego dnia organizował średnio m.in. 400 holowań uszkodzonych aut, 230 wynajmów pojazdów zastępczych, 88 wymian stłuczonych szyb, 30 doładowań rozładowanych akumulatorów, 14 wymian kół. Usług assistance jest znacznie więcej, np. podwiezienie we wskazane miejsce lub zorganizowanie noclegu dla osób, które z powodu wypadku czy innego zdarzenia nie mogły kontynuować podróży swoim autem, wyciąganie pojazdu z rowu. Przykładowo, w minionym roku jeden z klientów zakładu zgłosił awarię alternatora podczas jazdy po autostradzie w Austrii, prosząc o odholowanie jego samochodu do Polski. Do czasu przyjazdu pomocy drogowej, PZU zorganizował jemu i pasażerowi nocleg w pobliskim hotelu oraz dojazd do niego taksówką, a następnie podstawił pod hotel auto zastępcze, żeby mogli wrócić do kraju.
Dzień Ubezpieczenia Samochodu to dobra okazja, by przypomnieć sobie, że ubezpieczenie to inwestycja w spokój, bezpieczeństwo finansowe oraz realną pomoc, gdy będziemy jej potrzebowali w drodze.